środa, 6 listopada 2013

Finally, we are together - Eren x Armin

Paring: Eren x Armin
Anime: Shingeki no Kyojin
Ostrzeżenie: (Nie)udana scena erotyczna, brak spójnej  fabuły. 
Od autora: Ohayou! Tak oto i zamieszczam pierwszą notkę, którą właściwie przenoszę ze starego bloga. Jestem pewna, że zapewne kojarzycie anime Shingeki no Kyojin  (inaczej Attack on Titan), prawda? Jest to jedno z moich ulubionych anime, więc postanowiłam napisać opowiadanie właśnie z bohaterami tej produkcji. Nie jest to znany i lubiony paring Eren x  Rivaille, aczkolwiek mniej pospolity Eren x Armin. Może a nuż komuś się spodoba. Bez dłuższego wstępu - zapraszam do czytania!




Czy mam prawo Cię kochać? Czy mam prawo pałać do Ciebie tym beztroskim uczuciem w czasie gdy nasi przyjaciele giną? Czy mam prawo wierzyć w to, iż Ty również pragniesz mnie tak samo bardzo jak ja Ciebie? Przecież jestem ofiarą. Przekąską dla bestii kryjących się poza murami. Nie potrafię stawić czoła ludziom, a co dopiero Tytanom. Teoretycznie to Ty cały ten czas mnie ochraniałeś. Zawsze czułem się przy Tobie zwykłym nieudacznikiem. Ironia losu. Jestem dla Ciebie zupełnie nikim, ale za to Ty jesteś dla mnie wszystkim... 
- Coś się stało? – słyszę za sobą czyjś głos. Moje ciało przechodzi mimowolny dreszcz. Nie odwracam się, ponieważ nie mam odwagi spojrzeć w Twoje cudowne turkusowe oczy. 
- Czemu to sugerujesz? – słowa ledwo przechodzą mi przez ściśniętą krtań. Chwila ciszy. 
 - Ponieważ chowasz się przed wszystkimi – odpowiedziałeś niby z obojętnością. Niepozorne kroki. Czemu do mnie idziesz? Uciekaj. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. 
 - W-wydaje ci się – wziąłem głęboki wdech. Muszę się uspokoić. Przecież to zwykła rozmowa nic więcej. 
 - Zimno ci? Cały się trzęsiesz – gorąca dłoń dotyka mojego policzka. Spuszczam głowę w dół. Nie jest mi zimno; cały płonę - Dziwnie się zachowujesz – oznajmiasz po chwili i jak gdyby nigdy nic wtulasz twarz w moje włosy. Prawie że niewyczuwalny oddech, który ledwo co wydobywała się z moich ust teraz znacznie przyśpieszył. 
 - Eren... – szepnąłem zaciskając powieki. Twoje ręce wędrowały po moich ramionach, po czym zjechały niżej na talię – Co robisz? – spytałem, wsłuchując się w donośne bicie własnego serca. 
 - Wybacz. Nie denerwuj się – odpowiedziałaś i puściłeś mnie. Delikatnie odwróciłem głowę w Twoim kierunku. Właśnie w tamtej chwili nasze wargi się spotkały. Popchnąłeś mnie do tylu, po czym mocno przygwoździłeś do zimnej ściany. Korzystając z tego, iż jestem zdezorientowany brutalnie wepchnąłeś język do mojej buzi. Staranie badałeś wnętrze mojej jamy ustnej, przygryzając przy tym boleśnie moje wargi z których niebawem zaczęła się sączyć szkarłatnika posoka. 
 - Przestań! – odepchnąłem Cię, ocierając rękawem krew z warg. Spojrzałeś na mnie z niemałym zeskoczeniem – Nie jestem zabawką – wrzasnąłem prosto w Twoją twarz i zerwałem się ze swojego miejsca. Chciałem jak najszybciej dobiec do swojego pokoju, gdzie mógłbym płakać bez obaw, iż ktoś mnie zobaczy.  
Przecież wiem, że zrobiłeś to tylko dlatego bo miałeś kolejno spięcie z kapralem Rivaill’em. Chciałeś się na mnie wyżyć. Jesteś nazbyt porywczy. Zazwyczaj nie liczysz się ze zdaniem innych i robisz wszystko po swojemu. 
 - Zaczekaj! – krzyknąłeś za mną w donośny sposób, ale ja wcale nie zwracałem na to uwagi. Nie chciałem z Tobą rozmawiać. Słysząc za sobą dźwięk Twoich kroków znacznie przyśpieszyłem z nadzieją, iż uda mi się umknąć. Niestety nigdy nie byłem fizycznie uzdolniony  – Armin, wysłuchaj mnie – poczułem jak łapiesz mnie za dłoń. Odwróciłeś mnie w swoim kierunku. Wytarłeś łzy z mojego policzka – Nie płacz – pogłaskałeś mnie po włosach. 
 - Nie chcę być przez ciebie wykorzystywany – zaszlochałem mimowolnie wtulając się w Twoją klatkę piersiową. Objąłeś mnie ciasno ramionami. Czułem na sobie Twój gorący oddech. Moje ciało przechodziły coraz to potężniejsze  fale gorąca. Nogi się pode mną uginały. Dobrze, że mnie trzymałeś, ponieważ jestem pewny, iż gdyby nie to już bym leżał na podłodze. 
 - Wykorzystywany? O czym ty mówisz? – szepnąłeś mi do ucha – Przecież ja nigdy bym... Jesteś dla mnie zbyt ważny. 
 - Nie kłam Eren – odrzekłem o dziwo ze spokojem, przymykając oczy – Nie musisz. 
- To prawda – zacisnąłeś kurczowe ręce na mojej bluzce i złożyłeś subtelny pocałunek na moim policzku – Co do mnie czujesz? Powiedz, nie wstydź się – wymruczałeś uwodzicielsko, wywołując rumieńce na mojej twarzy. 
 - Nie chcę abyś cierpiał z mojego powodu. Gdy już umrę... – urwałem w połowie zdania, bo uniemożliwiłeś mi dokończenie. Jęknąłem cicho czując Twoją dłoń ocierającą się o moje krocze. 
 - Obronię cię, więc nie umrzesz – wyrecytowałeś jakby z pamięci i musnąłeś palcem drugiej ręki moje usta – Jesteś piękny. Zawsze byłeś – spojrzałeś głęboko w moje oczy i uśmiechnąłeś się nikle. 
Wepchnąłeś mnie do pokoju przed którym akurat staliśmy i z trzaskiem zamknąłeś drzwi. Delikatnie popchnąłeś mnie na schludnie pościelone łóżko. Dokładnie rozejrzałem się po pomieszczeniu w którym panował idealny porządek, po czym dosłownie zamarłem. Jeśli tak dalej pójdzie to obaj umrzemy w męczarniach. 
 - Nie możemy tu... To jest przecież sypialnia kaprala Rivaill’a – szepnąłem, ale Ty widocznie wcale się tym nie martwiłeś – Ja mówię poważnie – dodałem po chwili i westchnąłem. 
 - Ta myśl jeszcze bardziej mnie podnieca. Wiesz, on w każdej chwili może tu po coś wejść – oblizałeś lubieżnie wargi po czym jak gdyby nigdy nic wziąłeś do ręki jedną z poduszek i zacząłeś ją obwąchiwać – Zobacz to jego zapach, jest taki świeży – zachichotałeś i podstawiłeś mi ją pod nos. 
 - To wcale nie jest zabawne – powiedziałem, ledwo mogąc powstrzymać śmiech – Nie rób sobie żartów z pana czyścioszka bo jeszcze dostaniesz ze ścierki – przysłoniłem twarz ręka, abyś nie mógł zobaczyć mojego szerokiego uśmiechu.
 - Nie martw się, jakoś się mu wywinę. No ale teraz nie o tym – spoważniałeś, odgarnąłeś z mojej twarzy blond kosmyki. Popchnąłeś mnie do tyłu i podparłeś się na rękach, kładąc je po oby stronach mojej głowy. Lekko się schyliłeś i wpiłeś się w moje wargi. Naparłeś na mnie całym swoim ciężarem po to aby móc powoli pozbyć się każdej części mojego munduru. W sumie nawet nie zauważyłem kiedy zostałem całkiem nagi.  Oczywiście w mgnieniu oka również pozbyłeś się swojej odzież i zacząłeś mnie dokładnie obmacywać, jakbyś czegoś szukał. 
 - C-co ty robisz? – spytałem, gdy tylko przewróciłeś mnie na brzuch i powoli zacząłeś jeździć palcami wzdłuż mojego kręgosłupa. Drugą ręką dotykałeś skóry na udach. Twoje dłonie cały czas przemieszczały się po całym moim torsie. 
 - Nie zwracaj na to uwagi, to nic takiego – odpowiedziałeś, a ja zagryzłem wargi. Ciekawe jak mam to ignorować? To takie przyjemne uczucie.
- Szukasz czegoś? – spytałem nieco zdezorientowany, aczkolwiek zadowolony. Umiesz mnie zadowolić i to zaledwie dotykiem.
 - Może – odparłeś niedbale i powróciłeś do swoich poszukiwań – To gdzieś tu musi być – szepnąłeś sam do siebie i musnąłeś wargami mój kark. Jęknąłem i przymknąłem oczy – No i mam – zachichotałaś i ponownie przysunąłeś swoje usta w tym kierunku – Tu jest twój słaby punkt. Dokładnie tutaj – i jakby na potwierdzenie tych słów po raz kolejny dotknąłeś to miejsce - Zupełnie jakbyś był Tytanem. 
 - Eren – wyszeptałem i wziąłem głęboki wdech – Zrób ze mną co tylko zechcesz – dodałem po chwili. Na powrót przewróciłeś mnie w taki sposób aby móc patrzeć na moją twarz. 
 - Nie zrobię nic czego byś nie chciał abym ci zrobił – powiedziałeś stanowczo siadając mi między nogami. 
 - W takim razie pragnę żebyś był dla mnie brutalny. Chcę zapamiętać ten moment na zawsze. Nie próbuj być delikatnym – odrzekłem i przymknąłem oczy – Bądź okrutny. 
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale za to poczułem jak łapiesz w dłonie moją męskość. Powoli ją stymulowałeś, jednocześnie ocierając drugą ręką o wrażliwą skórę na udach. Cały pokój wypełniły moje w miarę ciche jęki, których po prostu nie dało się powstrzymać. Chociaż miałem zamknięte oczy doskonale wiedziałem co mi robisz. To takie jakby przeczucie. Idealnie czułem jak powoli bierzesz mnie do ust. Mocno zacisnąłeś wargi, po czym zacząłeś miarowo poruszać głową w górę i dół. Wydawałeś ciche pomruki dzięki którym Twoje struny głosowe wibrowały przy okazji sprawiając, iż całe moje ciało przepełniała bezgraniczna rozkosz. Zadrżałem kiedy wziąłeś mnie głębiej w siebie. 
 - Armin – jęknąłeś prawie bezgłośnie gdy również uchwyciłem w dłoń Twoją męskość. Nie jestem pewien czy będę potrafił sprawić Ci taką samą przyjemność jak Ty mi. 
Poruszałem rytmicznie ręką wzdłuż całego Twojego przyrodzenia. Delikatnie rozchyliłem powieki i spojrzałem na Twoją twarz. Wyglądałeś tak zabawnie. Byłeś cały zarumieniony, a z czoła skapywały Ci kropelki potu. Zachichotałem cicho i zacząłem coraz mocniej Cię uciskać. 
Obaj wydawaliśmy głośne jęki, a możne tylko mi się to wydawało. Niezbyt dobrze kontaktowałem z rzeczywistością. 
 - Eren ja już nie chcę – wydyszałem czując, że jestem już bliski. Podniosłeś głowę do góry i na chwilę przestałeś się poruszać. 
 - Chcesz dojść? – spytałeś wypuszczają mnie z ust. Uśmiechnąłeś się ciepło i pogładziłeś mnie po policzku. Delikatnie odchyliłem głowę do tyłu i westchnąłem. 
 - Tak – odpowiedziałem po chwili i zacząłem głośniej oddychać gdy tylko na powrót zacząłeś pieścić moje ciało. Nie musiałeś czekać długo, ponieważ jestem wyczulony na dotyk. 
Oczywiście ja nadal nie przestałem bawić się Twoją męskością. Moje ruchu są zbyt nieudolne aby móc Cię tak szybko zaspokoić. 
 - Jeszcze... Ach... Dobrze... – kwiliłeś głośno. Szkoda, że nie wiem czy to było prawdziwe, czy też wymuszone. Chociaż wyglądałeś jakby naprawdę Ci się podobało – Mhm... Oooch – Twój oddech stał się bardzo szybki, a Ty sam wyglądałeś tak rozkosznie. Rumieńce dodają Ci uroku, wiedziałeś? – Och Arimi... – nawet nie dokończyłeś mówić mojego imienia, ponieważ doszedłeś pozostawiając na mojej ręce lepką substancję. Oczywiście zaraz potem ja wszystko dokładnie oblizałem, żebyś nie czuł się... hmm... dziwnie. To raczej dobre określenie. Tak żebyś wiedział, iż to mnie wcale nie obrzydza. 
 - Jesteś uroczy – rzekłeś i oparłeś ręce na moich kolanach. Podparłeś dłonią twarz i zacząłeś mi się przypatrywać. Posłałem Ci pytające spojrzenie, ale Ty tylko zaśmiałeś się i owinąłeś w białe prześcieradło – Jest okropnie zimno, prawda? Kapral ciągle tutaj wietrzy, co sprawia, że jego pokój całkowicie się wychładza. Nie wiem jak on tu wytrzymuję – położyłeś głowę na moje klatce piersiowej. – Twoje serce biję okropnie głośno – wymruczałeś cicho.
- Czy mógłbyś już kontynuować? – spytałem nieco zawstydzony. Uśmiechnąłeś się  i pokiwałeś potakująco głową. Poczułem jak Twoja prawa ręka powoli wędruję w kierunku moich pośladków. Następnie jeden z Twoich palców pewnie zagłębił się w moje wnętrze. Ponownie zamknąłem oczy. Mój oddech przyśpieszył, a ciało przechodziły spazmatyczne dreszcze. – Bądź brutalny... Nie musisz mnie przygotowywać – szepnąłem. 
 Może to i nie był zbyt dobry pomysł, ale przecież to chyba nic złego, że chcę się z Tobą już połączyć? 
- Będzie boleć – powiedziałeś, a w Twoim głośnie dało się usłyszeć nutkę zaniepokojenia. 
- Nie musisz sobie tym zawracać głowę. Po chwili na pewno przestanie – odrzekłem i objąłem Cię za ramiona. Rozłożyłem nogi i zachęcająco pokręciłem biodrami – No Eren pokaż co potrafisz – szepnąłem kusząco. 
 - Och... no dobrze – szepnąłeś, po czym płynnym ruchem wsunąłeś się w moje wnętrze. Krzyknąłem z bólu, wyginając ciało w łuk – Wybacz – mruknąłeś, wchodząc we mnie głębiej. Nie czekając dłużej zacząłeś się na zmianę poruszać w przód i w tył. Mocno wpiłem paznokcie w Twoje barki z których pociekła gorąca krew. 
- Jest mi dobrze Eren – oznajmiłem drżącym głosem, wtulając się w Twoje ramie. 
- Uch, Armin jesteś ciepły – wychrypiałeś mi do ucha, po czym przejechałeś dłonią po całej długości mojej lewej nogi. Wspaniale. Wiem, że może nie było to na miejscu, ale gdy tylko udało Ci się trafić w mój słaby punkt, z moich ust wyrwał się mimowolny krzyk. Uśmiechnąłeś się triumfująco i od tej pory wbijałeś się we mnie tylko pod tym jednym kątem, wiedząc, iż właśnie dzięki temu jest mi naprawdę bardzo dobrze. Jęki, które cały czas wydobywały się z moich ust sprawiły, że nie mogłem złapać wystarczająco dużo powietrza w płuca, przez odrobinę mnie przymroczyło. Całkowicie się zatraciłem w rozkoszy. Powoli traciłem świadomość. Byłem szczęśliwy. Naprawdę bardzo szczęśliwy. Do tej pory mogłem jedynie fantazjować o tego typu rzeczach, a teraz tak po prostu to robimy. Nie mogę w to uwierzyć. Tak bardzo Cię kocham. 
 - E-eren – westchnąłem będąc już u szczytu. Tak szybko. To musi być sen, nic innego.
 Twoje ruchy znacznie przybrały na brutalności.  Piekielnie gorąco. Ciepła substancja zalała moje wnętrze, a Ty powoli ze mnie wyszedłeś. Opadłeś do tyłu, a ja razem z Tobą. Wtuliłem się w Twoją klatkę piersiową. Słyszałem bicie serca. Nie wiem czyjego. Było naprawdę głośne i niespokojne. Piękne. 
 - Kocham... cię – wydyszałeś, słabo się uśmiechając. Pogładziłeś mnie po włosach i przymknąłeś oczy. Rozchyliłeś wargi. Wyglądało to dosyć zachęcająco. Nie mogłem się powstrzymać. Złączyłem nasze usta w pocałunku. Krótkim i subtelnym.  Tyle czas na to czekałem. Teraz nie mogę się powstrzymać. 
 - Nigdy mnie nie zostawiaj – powiedziałem, wtulając się w Ciebie. Potem już nic nie pamiętam. Jedynie ciepło bijące od Twojego ciała... 

 *** 

- Oi Armin! – ktoś szarpnął mnie za ramię, spawając, iż się całkiem rozbudziłem. Niemrawo otworzyłem oczy, a gdy tylko zobaczyłem Twoją twarz nachylona nad moją, mimowolnie się uśmiechnąłem. Podniosłem się na łokciach i ziewnąłem. Rozejrzałem się dookoła. Byłem w swoim pokoju. Nawet nie wiem jak się tu znalazłem. Spojrzałem na Ciebie pytająco.
 – Przeniosłem cię kiedy spałeś – oznajmiłeś i usiadłeś na brzegu łóżka. Twój wzrok wbił się w moją twarz, a na ustach wykwitł psotny uśmiech. 
 - Czy coś nie tak? – spytałem zdezorientowany. Chwila ciszy. Złapałeś mnie za brodę i wpiłeś się w moje usta. Przejechałeś językiem wzdłuż dolnej wargi i ku mojemu rozczarowaniu oderwałeś się. 
 - Kapral od dwóch godzin szuka winnego za ten okropny bałagan w swoim pokoju. – powiedziałeś jakby z satysfakcją. – Jest naprawdę wkurzony – dodałeś i zacząłeś się głośno śmiać. 
 - Co w tym zabawnego? Gdyby nas przyłapał nie byłoby miło – mruknąłem cicho i westchnąłem. Jesteś naprawdę niemożliwy. 
- Wiem o tym, ale przecież bez ryzyka nie ma zabawy – powiedziałeś i przekrzywiłeś głowę w bok – Poza tym Rivaill jest uroczy gdy się złości – przysunąłeś się bliżej mnie – Ale i tak tobie nie dorówna – szepnąłeś  zwodniczo do mojego ucha, minimalnie zahaczając o nie wargami. Głośno przełknąłem ślinę. Czyżbyś coś sugerował? 
 - Kapralu, a może trzeba spytać Yaegera? Wczoraj widziałem jak się obściskuje z tym takim blondynem. Kto wie co robili dalej – usłyszałem tęgi głos dochodzący z korytarza. Niestety nie wiedziałem do kogo mógł należy. Zarknąłem na Ciebie nieco zawstydzony i spuściłem głowę w dół. Wystarczy kilka słów na ten temat, a ja już jestem cały zarumieniony.
 - Nonsens. Ten dzieciak nie ma pojęcia jak uprać pościel, a co dopiero zabawiać się z drugim chłopakiem. Zresztą ten dzieciak... Armin jest zbyt nieśmiały... W ogólne o czym my rozmawiamy. Ja chcę się tylko dowiedzieć kto mi zrobił syf w pokoju i go należycie karać. Chodźmy dalej – głos zapewne należał do Rivailla, ponieważ był charakterystycznie ostry i suchy. 
- Nie-śmiały?  - szepnąłem sam do siebie, nadal zażenowany poprzednimi słowami wypowiedzianymi przez towarzyszącego mężczyznę. Jeśli byłaby to prawda to raczej bym się z Tobą nie przespał. Wypraszam sobie.
 - Nie przejmuj się, jak dla mnie jesteś idealny – powiedziałeś czule i cmoknąłeś mnie w zaczerwieniony policzek – Kocham cię Armin...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz