Paring: Miyavi x Bou
Ostrzeżenia: Scena erotyczna
Od autora: Witajcie ponownie kochani! Oto i przenoszę kolejną notkę ze starego bloga. Tym razem poświęciłam ją dwóm dosyć znanych j-rockersów, czyli w skrócie - Bou, (były gitarzysta An Cafe) oraz Miyaviemu (wokalista solowy). Cóż... może komuś się spodoba ~

***
Kap. Kap. Kap. Pada deszcz. Niebo płacze razem ze mną. Kryształowe krople sączą się z moich oczu, dając upust rozpaczy. Siedzę sobie teraz w mojej samotni. Uśmiecham się, ale sztucznie, tak żeby nikt się nie zorientował jak jest naprawdę. Kiedy przychodzę do domu siadam na parapecie z kubkiem gorącej czekolady i przypomina sobie te wszystkie momenty z naszego wspólnego życia. Wpatruje się w dal, zupełnie jakby było tam coś wartego uwagi. Nigdy nie rozumiałem czemu Ty tak bardzo lubiłeś ten widok. Przecież tam nic nie ma. Pustka. Wspomnienia minionych lat, które już dawno powinny przestać mnie rozczulać…
***
Głuchą cisze przerywa trzask zamykanych drzwi. To chyba Ty wróciłeś do mieszkania. Naszego wspólnego. Zawsze przychodzisz godzinę później ode mnie. Twoje próby trwają znacznie dłużej, dlatego kiedy już ze mną jesteś Twój zmęczony wzrok od razu wędruje w kierunku wejścia od sypialni. Leniwie zdejmujesz z siebie płaszcz i buty. Chwiejnym krokiem podchodzisz do mnie i całujesz. Beznamiętnie. Przestałeś się starać. Może nigdy mnie nie kochałeś? Może dla Ciebie to była tylko głupia zabawa, a gdy zauważyłeś, że mi zależy na czymś więcej po prostu się zlitowałeś nad młodszym kolegą? Nie jestem najbystrzejszy, ale widzę co się dzieję. Nasze uczucie powoli wygasa.
- Kocham cię – szeptasz mi do ucha i zaczynasz całować mnie po twarzy zjeżdżając niżej na szyję. Odpycham Cię. Nie mam ochotę teraz tego robić. Nalegasz. Odmawiam po raz kolejny. Spoglądasz na mnie ze złością.
- Nie chcę – odpowiadam i na powrót odwraca głowę w stronę okna. Dotykam ręką zimnej powierzchni. Czasem wydaje mi się, że taka sama szyba od zawsze dzieliła nas.
Nadal pamiętam chwilę w której wyznałem Ci co czuję. Był wtedy ciepły lipcowy wieczór. Przyszedłem do Ciebie około godziny dwudziestej z jakimś głupim pretekstem. Otworzyłeś mi drzwi i zaprosiłeś do środka gestem dłoni. ‘Cześć’- powiedziałeś jakby z obojętnością. Pamiętam, że Twój wzrok błądził po ścianach, ale nigdy nie zatrzymywał się na mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, wiec po prostu milczałem. Tak samo jak Ty. Siedziałeś z podkurczonymi nogami na swoim łóżku, sącząc szkarłatne wino. Mogłem stwierdzić, że wcale nie interesuję Cię moja osoba. Wyglądałeś neutralnie. Wiedziałem, że to moja jedyna i może nawet ostatnia szansa na wyznanie miłości. Zacisnąłem pięści i zdecydowałem się wreszcie to zrobić. Nie mogłem dłużej czekać.
- M-muszę Ci coś powiedzieć – zacząłem nieśmiało. Dopiero wtedy zaszczyciłeś mnie spojrzeniem. Jeszcze bardziej się onieśmieliłem widząc te przecudowne czarne oczy. Kryło się w nich coś czego się bałem. To ‘coś’ sprawiało, że cały drżałem. Nic nie mogłem z siebie wydusić. Po prostu bezwstydnie patrzyłem prosto w te przepiękne oczęta.
- Kochasz mnie? – spytałeś poważnie, a ja oniemiałem. Skąd to wiedziałeś? Tak to po mnie było widać? Czyli jednak umiałeś odczytać te wszystkie znaki które Ci wysyłałem...
- Mhm... Jak zawsze wiesz wszystko – wyszeptałem cichutko. Spuściłem głowę. Zamknąłem oczy. Chciałem się zapaść pod ziemię. Wiedziałem co zaraz powiedz. Wyśmiejesz mnie, albo nawet gorzej. Znienawidzisz. Wiesz jakie było moje zdziwienie kiedy poczułem na ramieniu Twój dotyk? Rozchyliłem powieki i ujrzałem Twoją uśmiechniętą twarz. Wstałem i chciałem uciec. Jak najdalej. Tam gdzie nigdy mnie nie znajdziesz. Byłem pewien, że uśmiechasz się dlatego, iż myślałeś, że to głupi żart. Po moim policzku spłynęła niekontrolowana gorzka łza. Usłyszałem ciche westchnienie. Czułem jak mnie obejmujesz w pasie i przyciągasz do siebie. Pogłaskałeś mnie po blond włosach i wyszeptałeś do ucha, że byłbyś głupi gdybyś nie czuł tego samego. Uwierzyłem Ci w to, bo czemu niby nie? Twój głosu był kojący. Subtelny i ciepły. Nie dziwie się, że jesteś takim dobrym wokalistą.
To było już tak dawno temu. Dwa, może trzy lata już upłynęło, a ja nadal nie przestałem darzyć cię tym gorącym uczuciem. Ty chyba jednak jesteś już obojętny na wszystko co zrobię. Brak mi Twojego melodyjnego głosu śpiewającego dla mnie piosenki o miłości. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio zabrałeś mnie na wspólny spacer. Chociaż nie, tego nie da się zapomnieć. Przecież wtedy właśnie pierwszy raz mnie pocałowałeś. Byłeś chory i mnie zaraziłeś. Potem musieliśmy razem siedzieć w łóżku, a przy nas czuwał ktoś z mojego zespołu, albo Maya. Pamiętam minę Teruki'ego kiedy nas przyłapał na tym jak mnie rozbierałeś. Wyglądał tak śmiesznie. Powiedział nam żebyśmy się nie przemęczali, bo będzie z nami jeszcze gorzej. Ty zacząłeś się śmieć i mówić, że dobrze wiesz co robisz. Nie wiem czy to była prawda, bo skończyło to się tak, że następne dwa tygodnie siedziałem w domu jeszcze bardziej przeziębiony. Zawsze kiedy kończyliśmy otwierałeś okna, a że ten wieczór był dość chłodny owiał mnie zimny wiatr. Dokuczałeś mi, że mój układ odpornościowi robi na złość, akurat wtedy gdy mam ważną trasę koncertową. Chciałem na nią pojechać, ale Ty mi nie pozwoliłeś. Powiedziałeś, że przykujesz mnie do łóżka jak będziesz musiał. Myślałem, że żartujesz ale to była prawda. Leżałem chyba trzy godziny w niewygodnej pozycji, zanim raczyłeś mnie rozkuć i uświadomić, że to zły pomysł ruszać się gdziekolwiek w takim stanie. Nie chciałem Ci się sprzeciwiać. Byłeś taki przekonujący i samczy. Od zawsze dbałeś o mnie i rozpieszczałeś najlepiej jak potrafiłeś, ale nigdy nie zauważyłeś tego, że ja nie chcę tych wszystkich drogich prezentów. Chcę tylko Ciebie. Ciekawe czy kiedyś jeszcze to zauważysz? Nie jestem pewny czy to jest jeszcze możliwe. Kiedy myślę o tym, że mógłbyś mnie zostawisz łzy same napływają do oczu. Nie chce Cie stracić. Nigdy. Widzę, że jesteś na mnie zły za to, że nie pozwoliłem Ci na trochę rozrywki. Przez Ciebie czuję się winny. Może to ze mną jest coś nie tak? Może to tylko przeze mnie nasz związek wisi na włosku? Jeśli to naprawdę ja zawiniłem to mi to po prostu powiedz. Nie ukrywaj swoich uczuć. To za dziecinne nawet ja na Ciebie. Chciałbym żebyś był ze mną szczęśliwy, a nie zmuszał się do czegoś, czego nie chcesz robić. Nie mam Ci wiele do zaoferowania. Jedynie miłości, zaufanie i pocieszenie w najgorszych sytuacjach. Wiem, że to nie dużo, ale mogę starać się jeszcze bardziej. Nasze uczucie nie może wygasnąć, bo wtedy nie wiem co ze sobą zrobię. Bez Twojego wsparcia jestem nikim.
- Kochanie jeżeli chcesz to możemy... – zacząłem cicho, spoglądając na Ciebie ukradkiem. Od razu się uśmiechnąłeś i podszedłeś do mnie. Pogładziłeś po policzku, po czym delikatne zdjąłeś z parapetu biorąc na ręce. Pisnąłem cicho, kiedy udałeś, że nie dasz rady mi utrzymać i puścisz. Zawsze tak sobie żartowałeś, a ja za każdym razem dawałem się nabrać. Skierowałeś się w stronę naszej sypialni. Kazałeś mi otworzyć drzwi. Oczywiście Cię posłuchałem.
Weszliśmy do pomieszczenia, które sam urządzałem. Dobierałem dokładnie kolory ścian i wystrój specjalnie aby trafić w Twój gust. Powiedziałeś, że Ci się podoba. Wiesz jak się cieszyłem? Kocham sprawiać Ci przyjemność drobnymi sprawami.
Ułożyłeś mnie delikatnie na fiołkowo-białej pościeli, uśmiechając się przy tym. Odwzajemniłem ten gest. Jakbym mógł tego nie zrobić? Przecież on jest taki piękny. Nie wiem jak to robisz, ale każdy, nawet Twój najmniejszy ruch doprowadza mnie na skraj szaleństwa, proszącego o to abyś zaopiekował się moim ciałem. Nigdy nie trzeba Cię na to namawiać, bo zawsze masz ochotę na kochanie się.
Zdjąłeś ze mnie różową bluzkę, która sięgała mi za kolana. Nie miałem na sobie nic więcej oprócz bielizny, więc szybko poszło. Nieśpiesznie zsunąłeś z siebie niepotrzebną odzież. Porozrzucałeś ją po całym pokoju. Spojrzałeś na mnie i od razu zauważyłem w Twoich oczach tą dzika iskrę. Kocham ją.
- Jesteś piękny – mówisz i zaczynasz mnie całować po torsie. Twoje ręce są splecione na moich plecach, gdzie masują okolice karku. Cały czas czuje coraz to większe fale gorącą, rozgrzewające całe moje malutkie ciałko. Znając Twoje upodobania głaskam Cię po głowie. Wiem, że Ty to tak bardzo kochasz. Oblizujesz moje sutki, leciutko je przygryzając. Dobrze wiesz co mnie podkręca. - Jesteś taki wyczulony na mój dotyk. Czy już się podniecasz? – pytasz, a ja jak zawsze pąsowieje. Podczas razem spędzonych nocy zadajesz mi mnóstwo tego typu pytani, zupełnie jakbyś chciał abym spłonął. Jasne, że jestem pobudzony. Nie mogłoby być inaczej, to w końcu Ty robisz mi te wszystkie rzeczy. Kiwam głową, masując Twoje ramiona. Całujesz czule mój brzuch, ale już po chwili zataczasz na nim koła swoim językiem. Twoje ręce znajdują się teraz na moich żebrach, i przesuwają się w zdecydowanie kierunku męskości. Jak zawsze chcesz abym się trochę poirytował, więc omijasz moje krocze i głaszcz uda. Unosisz jedną moją nogę do góry i przejeżdżasz języki po całuj jej długości.
- Masz takie zgrabne nogi kotku – stwierdzasz gdy kończysz je pieścić. Teraz suniesz ręka po moim udzie, po to aby uchwycić w dłonie mojego członka. Na początku robisz to niepewnie, bo wiesz, że nie lubię robić nic szybko, ale gdy tylko słyszysz mój jęk od razu przystępujesz do działania. Najpierw chuchasz na swoje ręce po to aby były ciepłe, po czym zaczynasz dotykać mojego penisa. Czule muskasz go opuszkami. Z moich ust cały czas wydobywają się ciche pomruki i jęki zadowolenia.
- Masz do tego talent – szepcze przymykając oczy. Wiem, że lubisz rozmawiać ze mną podczas stosunku. Zawsze mnie to dziwiło, ale nigdy się nie sprzeciwiałem. Może to i podniecające? Sam nie wiem. Poczułem jak czubkiem języka dotykasz główki mojej męskości. Zadrżałem. Zdaje sobie sprawę z tego, że chciałbyś już mieć tę część za sobą i przystąpić do równie rozkosznej pieszczoty. Powoli bierzesz mnie do ust. Zaczynasz ssać i delikatnie go podgryzać. Oczywiście Twoje ręce masują moje jadra, doprowadzając moje ciało do istnego szaleństwa. Jęki które wydobywają się z mojego gardła staja się coraz głośniejsze. Dobrze, że nasz sąsiad zza ściany wyjechał na urlop, bo inaczej musielibyśmy się przed nim tłumaczyć. Twój język ślizga się po moim członku, sprawiając, że zaledwie po paru minutach jestem już bliski. Perfidnie patrzysz mi prosto w oczy i przerywasz. Nie wypuszczasz mnie z ust, aczkolwiek zachowujesz się jakbyś na coś czekał. Zacząłem wypychać biodra do przodu, ale to nic nie dało. Przewróciłeś oczami i nadal nic nie robiłeś. Co jest? Czy zrobiłem coś nie tak? Zaraz... Ach, tak zawsze zapominam...
- Jesteś prawdziwym i niepowtarzalnym Bogiem Seksu – wyrecytowałem z pamięci, najsłodszym głosem jakim potrafiłem. Nie wiem co Cię tak podnieca kiedy to mówię, ale podoba mi się to, że mój głos jest dla Ciebie motywacja do dalszego działania. Nie musiałem długo czekać na to aby Twoje ruchy stały się szybkie. Brałeś mnie w siebie coraz głębiej. Tak mi dobrze. Przygryzłem dolna wargę i mocno zacisnąłem powieki. Krzyknąłem Twoje imię i wytrysnąłem. Jak zawsze połkałeś moje nasienie i uśmiechnąłeś się kokieteryjnie.
- Twoje rumieńce są takie śliczne. Do twarz ci z nimi – wydyszałeś, biorąc duże hausty powietrza. Na chwilkę położyłeś się obok mnie. Ziewnąłeś i przeciągnąłeś się. Sięgnąłeś ręką pod łóżko i wyjąłeś nawilżacz. Otworzyłeś go i rozsmarowałeś na palcu. Wiedząc co chcesz zrobić, niemrawo przekręciłem się na brzuch. Moja twarz nadal była odwrócona w Twoim kierunku, więc doskonale widziałem co robisz. Zsunąłeś się niżej i spojrzałeś na mnie pytająco. Pokiwałem głową i zaledwie po pięciu sekundach poczułem w sobie Twój zgrabny paluszek. Jęknąłem i zadrżałem. Powoli mnie rozciągałeś, po to abym potem nie czuł bólu. Wiem, że nie lubisz jak płaczę, dlatego zawsze starasz się być delikatny. Nie mam specjalnego doświadczenia z mężczyznami, zresztą ja nie mam żadnego doświadczenia. Ty nauczyłeś mnie wszystkiego. Czuję drugi palec w sobie. Zagryzłam wargi i przymknąłem oczy. Drugą ręką pogłaskałeś mnie po plecach, wzdłuż kręgosłupa. Chciałeś odciągnąć moją uwagę od nieprzyjemnego uczucia. Udało Ci się. Niespokojnie pokręciłem biodrami domagając się więcej. Może i nie byłem jeszcze gotowy, ale to nic.
Zauważywszy, że nie chcę być dłużej przygotowywany, wyjąłeś palce i złapałeś mnie za pośladki. Czułem jak we mnie wchodzisz. Pomalutku, aczkolwiek z energią. Sprzecznie. Syknąłem z bólu. Usłyszawszy to zapewne pomyślałeś, że to był głupi pomysł wchodzić we mnie bez odpowiedniego przygotowania. Westchnąłeś i starałeś się jak tylko umiałeś, żeby przestało tak piekielnie boleć.
- Już dobrze skarbię – wymruczałeś na tyle głośno abym to usłyszał. Ukrywałem twarz w poduszce, próbując się przyzwyczaić do Twojej obecności w moim ciele. Już po chwili poczułem jak się poruszasz. Objęła mnie fala rozkoszy. Dla mnie zawsze najgorsza była chwila w której wchodziłeś, potem było już z górki. Odchylałeś się do tyłu tylko po to aby zaraz potem wbić się głębiej. Mocniej. Intensywniej. Energiczniej. Z przerywnikami wyjęczałem, że Cię kocham, na co Ty odpowiedziałeś to samo. Oczywiście, że za każdym razem Ci w to wierzę. Traktuję Twoje słowa jak pieczęć, która ma za zadanie zabezpieczyć nasz zawiązek. Nigdy jeszcze nie czułem do nikogo tak silnego pociągu jak do Ciebie. Rozumiem jeśli mi w to nie nigdy uwierzysz. Ważne jest to, że ja daję temu wiarę. Nie mogę sobie poradzić myśląc, że możesz mnie zostawić i odejść.
- Mam do Ciebie pytanie – zacząłem powoli nadal wzdychając. Podnieca Cie myśl tego, że nie zwracam uwagi na to co mi robisz. Dlatego starasz się jeszcze bardziej.
- T-tak – mruknąłeś niedbale, poruszając się coraz brutalniej.
- Ja chcę wiedzieć czy kochasz mnie naprawdę – spytałem ciszej. Zupełnie jakbym się był tego co mi na to odpowiesz. Poczułem jak zamierasz w bezruchu. Nie wiedziałem co mam pomyśleć, bo nie widziałem wyrazu Twojej twarzy. Spod zaciśniętych powiek niekontrolowanie wypłynęła samotna łza. Szybko wsiąknęła w poduszkę, ale za nią poleciały następne, tylko już ciurkiem. Chyba usłyszałeś mój szloch. Westchnąłeś i pogładziłeś mnie po łopatkach.
- Czemu nie możesz mi w to wreszcie uwierzyć? – wyszeptałeś, wychodząc ze mnie. Przekręciłeś moje malutkie ciałko z powrotem na plecy i usiadłeś okrakiem na moich biodrach. Podniosłeś moją brodę do góry i spojrzałeś w oczy – Kocham cię – dodałeś po chwili namiętnie całując mnie w usta. Delikatnie. Tak jak jeszcze nigdy. Z pasją...
***
Przeszywający moje ciało ból. Co się stało? Ach tak. Po prostu spadłem z parapetu na zimną podłogę. Zapomniałem, iż zasypianie tu jest niebezpieczne, ponieważ można się nieźle potłuc. Zawsze mi to powtarzałeś, ale ja i tak Cię nie słuchałem. Nawet teraz gdy Cię tu ze mną nie ma robię to.
Powoli się podniosłem do góry i spojrzałem w okno. Ciągle mam ten sam sen... Czy to przypadek? A może to Twoja sprawka? Boisz się, że Cię zapomnę? Wiem, umarłeś... ale to przecież nic między nami nie zmienia, prawda? Przecież nie da się tak z dnia na dzień wymazać z pamięci tego wszystkiego. Nawet jeśli bardzo tego chcę to nie mogę się uwolnić od Twojego głosu cicho szepczącego moje imię. Od zmysłowego dotyku delikatnych dłoni, błądzących po całym moim ciele. Od Twojego zapachu... Wszystko pozostanie w mojej pamięci, nawet jeśli to tylko wspomnienia tych minionych lat...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz